Rozdział I
Wstałem i przetarłem oczy. Jasno, zdecydowanie za jasno. Światło padało prosto na moją twarz. Głowa, au. Usiadłem, rozprostowując przy tym wszystkie kończyny. Obróciłem głowę i spojrzałem na chłopaka leżącego koło mnie. Uniosłem lekko kąciki ust. Wczoraj był ciężki wieczór, jednak przyjemny. Szkoda, że to tylko praca. Pasowałeś do mnie. Pomyślałem przeczesując jego włosy. Zaraz po tym ziewnąłem i wstałem z łóżka. Złapałem za bokserki i naciągnąłem je leniwie na siebie. Była 7.23. Nie byłem przyzwyczajony do wczesnego wstawania. Nie wiem, co było nie tak z dzisiejszą pobudką. W sumie dobrze się stało, kolejna praca czeka. Nałożyłem podkoszulkę i usiadłem na wygodnym materacu. Powinienem zaopatrzyć się w jakieś tabletki na ból głowy, no naprawdę. Przez chwile siedziałem wpatrując się w okno. Właściwie to w kawałek okna, bo reszta była przykryta ciemną, fioletową zasłoną. Poczułem ciepłe ręce oplatające moje ciało.
- Obudziłem cię? -spytałem cicho przenosząc wzrok na postać.Opuszkami gładziłem wierzch dłoni mężczyzny.
- Mmm.. ni-e. Idziesz już? -wtulił się całą swoją osobą we mnie. Jak dziecko. A to niby ja byłem "na dole". Pokręciłem głową rozbawiony.
- Muszę, mam pracę.
Tkwił w swojej pozycji jeszcze trochę. Po chwili puścił mnie i sięgnął po portfel, który wygodnie zapełniał miejsce na małej szafce. Wyjął z niego banknoty i wsunął je za gumkę moich bokserek. Uśmiechnąłem się i ucałowałem jego wargi.
- Spadam. -odparłem szybko i wstałem.
Nałożyłem na siebie rurki i rozpinany sweterek. Złapałem za plecak i wsunąłem nogi w buty. Nie zapomniałem o płaszczyku. Trzask drzwi. Parę minut później znajdowałem się już na zewnątrz. Obróciłem się. Ekskluzywny hotel. Ładny. Szkoda, że wczoraj nie wiedziałem gdzie idę. Wzruszyłem ramionami. Wyjąłem pieniądze i przeliczyłem je.
- ...sześć... siedem... osiem. Głupek. -podrapałem się po policzku.
Złapałem taksówkę. Praca. Pospałbym jeszcze. Naprawdę byłem zmęczony. Tylko do 14. 14. 14. 14. Powtarzałem sobie w myśli. Byłem wdzięczny, że szef zatrudnił mnie na pół etatu. Wysiadłem. Kawiarnia "Paradise". Otworzyłem energicznie, robiąc lekkie zamieszanie. Przemknąłem za ladę.
- Zmiana. -Złapałem Jonghyun'a i zająłem mu fartuszek z bioder.
- Co ty sobie robisz, pójdź i weź własny.
- Nie gniewaj się i tak jestem spóźniony. Będę udawał, że jestem na czas. Ciicho.
Schowałem się za ladą i nałożyłem białą koszulę, którą zawsze miałem ze sobą w plecaku, w razie spóźnienia. Przeciągnąłem fartuszek i zawiązałem go. Kilka poprawek przed lustrem. Włosy. Cera. Usta. Malinki.. Chwila. CO? No to już nie żyję. Oby szef do nas nie zaglądał.
- Maariiikooo, daj puder. -łkałem, robiąc smutną minkę.
- Już, już. -rzuciła we mnie małym przedmiotem. Zakryłem lekko zaczerwienienia.
- Dzięki. -oddałem i ucałowałem dziewczynę w policzek. -Później pogadamy. Musisz mi coś powiedzieć, nie?
Stanąłem za kasą. Zazwyczaj obsługiwaliśmy klientów podchodząc do nich, jednak ostatnio właściciel zauważył, że stali klienci nie potrzebują już przekartkowywania menu. Poza tym nasza kawiarenka była dość znana, wiele biznesmenów i bogaczy ją odwiedzało. Szef wymyślił internetowe menu, a co lepsze zamówienia. Stałem za komputerową kasą, więc byłem właśnie odpowiedzialny za przyjmowanie takowych. Nieśmiali nowicjusze podchodzili do kasy i zamawiali coś przy niej. To tylko moje obserwacje No i byli też tacy, którzy z przyzwyczajenia podchodzili do lady zamawiając kawę czy posiłek.
- Dzień dobry. -powiedziałem, kiedy klient wkroczył do przytulnego miejsca.
Zapach kawy oraz wanilii, to pierwsze co poczujesz wchodząc tutaj.A ta woń zachęcała każdego. Podniecające, prawda?
- Mogę prosić menu?
Przybrałem prostą postawę. (Zazwyczaj opierałem się o blat łokciem i siedziałem tak, rozmyślając.) Zamrugałem kilka razy i podałem wysokiemu brunetowi menu.
- Następnym razem proszę się nie fatygować. -powiedziałem cicho nadal będąc w swoim świecie.
- Dobrze.
Skłoniłem się lekko, a widząc jak osobnik odchodzi powróciłem do wcześniejszej postawy.
- Lee Do Hyeong! Śpiąca Królewno! HALO HALO. Brakuje kelnerów, może ruszyłbyś się i pomógł skoro nikogo nie ma przy kasie, co? -dostałem lekko w tył głowy. Spojrzałem na Tae Jun'a.
- Wredny kretynie. Nie wrzeszcz na całą kafejkę. A gdzie Mariko tak w ogóle?
- Poszła sobie... nie wiem. Powiedziała, że idzie na przerwę -podrapał się po głowie i wzruszył ramionami. -Pomóż mi. Zanieś to do 5, a to do 8.
Wziąłem tackę od chłopaka i zacząłem realizować zamówienia.
- Państwa kawy. Proszę. -podałem mężczyźnie siedzącego z jakąś.. ładną dziewczyną przy stoliku. Chwila. Skądś go kojarzyłem. Gapił się na mnie. Musiałem wyglądać jak cholerny trup... zjedzony przez krowę i nienienienienieważne.
- Dzięki. -odpowiedział szybko i skinął głową. Dziewczyna była wyraźnie zbyt podekscytowana, żeby wydusić z siebie cokolwiek.
Odszedłem. Zrobiłem już wszystko co miałem zrobić. Wolne. Podszedłem do Mariko i przytuliłem ją od tyłu. Stała właśnie za kasą drukując rachunki.
- Miałaś mi coś powiedzieć. Wczoraj prawie nie narobiłaś mi do słuchawki tak się podniecałaś. -oparłem brodę o jej ramię.
- Poznałam kogoś naprawdę fajnego i zaprosił mnie na kolację..
- W klubie go poznałaś? -szybko wtrąciłem.
- Tak, ale nie.. to nie to co myślisz, nie chodzi teraz o tooo. Wydaje się być naprawdę miły. Nie pchał mi się do majtek ani nic.
- W swoim czasie, skarbeńku, w swoim czasie.
- Przestań. To gentleman! Patrz co mi dzisiaj wysłał. -pokazała mi telefon.
"Miłego dnia w pracy. Spotkamy się dziś wieczorem? ^^ Naprawdę chciałbym cię poznać! ^^ Przyjadę po ciebie o 19, jeśli się zdecydujesz. Napisz!! *serce*"
- Co on.. pedał? Jest jakiś za wesoły. To biznesmen Wiesz coś o nim? Wiesz.. już długo chodzimy po klubach ty, ja Jjong, Jun.. wie-wiesz co się dzieje jak się oddajesz! Nie boisz się? -może i zacząłem lekko panikować ale naprawdę nigdy nic nie wiadomo. Zawsze trzymaliśmy się razem i ocenialiśmy każdego razem. Plus wybieraliśmy najlepszych. A nic nie wiadomo co może się zdarzyć. Nie widziałem nawet tego kolesia. Kiedy? Wczoraj? Mój łeb. Złapałem za kawę i wypiłem ją.
- Ej.. to było dla klienta. -usłyszałem lekko zirytowany głos Jonga.
- Wybacz, głowa mnie bolała i zaschło mi w.. niej. I w gardle. Zrobisz drugą. -westchnąłem i odkleiłem się od Mariko, która właśnie położyła wszystkie ładnie przygotowane rachunki na tacy. Podała mi ją.
- 12, 14, 5 i 8. -pokazała palcem i popchnęła mnie.
Znowu zapomniałem, że pracuję, a nie plotkuję. Ten gościu.. Ugh, Mariko jest trochę, no dobra, jest łatwowierna. Boję się o nią, bo jest moją przyjaciółką. Podszedłem do stolików zostawiając rachunki.
- Czemu tyle? -słyszałem głos wyrzutu za sobą. -Chyba się pomyliłeś, młody człowieku.
- Tak? -spojrzałem na starszego mężczyznę, a później na rachunek. -Przepraszam, moja wina.
- Te dzieciaki... chodzą z głową w chmurach.
- To się więcej nie przydarzy.
- Dobrze.
Wymieniłem rachunki. Skierowałem się do stolika 8. Niedawno szczęśliwa i podekscytowana dziewczyna siedziała teraz przygnębiona. Nie płakała.Co za zimny facet.
- Rachunek. Proszę. -położyłem pakunek na stole i odwróciłem się.
- Czemu dajesz aż tyle? -cichy głos dziewczyny. Zatrzymałem się za filarem. Lubiłem podsłuchiwać, niczym stara babcia, wiem.
- Za dobrą i ładną obsługę. -powiedział spokojnie.
- Przecież to był facet... czy ty mówisz, że ta brunetka co sprzątała tamten stolik ci się podoba? Co ty.. w ogóle... sobie myślisz? - zaczęła płakać? Chyba coś się im nie ułożyło. Nie moja wina.Wzruszyłem i podszedłem do lady.
- Idziemy dzisiaj podbijać klub? -spytałem ochoczo patrząc na całą grupkę przyjaciół.
- Zaryzykuję tą kolacją.. Wydaje się być miły, taka szansa może się już nie przydarzyć, a ja się ciągle starzeję... Może to ten, wydaje się być miły. Odpadam. -powiedziała cicho Mariko ściskając kurczowo szmatkę.
- A wy?
- My jak zawsze.
- No to 22 pod klubem. A ty Mariko masz pisać do mnie, bo.. -kaszlnąłem. - ..ja jestem twoim najlepszym przyjacielem!
- Głupek.
14.30. W końcu koniec pracy! No to teraz tylko zakupy z Tae Junem, obiad, sen, przygotowanie i witaj upojna noc.
Łatwo się czyta i tak poza tym to ciężko mi powiedzieć coś więcej, więc na tym skończę XD
OdpowiedzUsuńpoobserwowałabym ^-^ dodasz okienko do obserwacji? kcem być pierwsza ^-^ podoba mi się biorę się za drugi rozdział ;3
OdpowiedzUsuńPóki co zdaje się, że osoby w opowiadaniu są w połowie pozmyślane, a po części pomieszane xd
OdpowiedzUsuńAle to nicz~
Może pisz trochę mniej bezpośrednio? I ciut mniej personalnie.
Wiem, piszesz to w pierwszej osobie, jednak ciągłe zwracanie się do czytelnika w taki sposób nie jest zbyt dobrym pomysłem.
Ale zapowiada się dobrze ~('u')~
~Di
45 year old Help Desk Operator Walther Pullin, hailing from Noelville enjoys watching movies like "Hound of the Baskervilles, The" and Kabaddi. Took a trip to Carioca Landscapes between the Mountain and the Sea and drives a RX Hybrid. Nasza strona
OdpowiedzUsuńprawnik rzeszów - Jesteśmy prawnik-rzeszow.biz, kancelarią prawną z siedzibą w Rzeszowie. Jesteśmy małą kancelarią, dopiero zaczynamy swoją działalność, dlatego potrzebujemy dotrzeć do większej liczby osób. Oferujemy usługi prawnicze i musimy rozpowszechnić naszą nazwę, więc jeśli masz czas, aby napisać o nas, będziemy wdzięczni. Chciałabym podziękować za poświęcony czas, ponieważ wiem, że jesteście bardzo zajęci i naprawdę to doceniamy. Jeśli masz jakieś pytania, proszę nie krępuj się pytać.
OdpowiedzUsuń